DZIEJE STATUY MATKI BOSKIEJ NIEPOKALANIE POCZĘTEJw klasztorze Sióstr Służebniczek w Dębicy i łaski za Jej wstawiennictwem otrzymane
W Archiwum Głównym Służebniczek Dębickich odnajdujemy dokument nieznanej autorki i bez daty, zatytułowany: „Dzieje Statuy Matki Boskiej Niepokalanie Poczętej w klasztorze Sióstr Służebniczek w Dębicy i łaski za Jej wstawiennictwem otrzymane”. Niech ten tekst, poniżej zamieszczony w całości, nie tylko poszerzy wiedzę, ale przede wszystkim wzmocni naszą świadomość i wiarę, że Maryja w znaku tej figury towarzyszyła naszym Zacnym Poprzedniczkom w trudach tworzenia Zgromadzenia dębickiej gałęzi oraz była obecna we wszystkich kolejach jego życia i rozwoju. „Kiedy z dalekiej krainy cudzoziemiec zabłąka się na polską ziemię, na pierwszy rzut oka ujrzy mnóstwo świątyń, a skoro zaglądnie do ich wnętrza przekona się, że najwspanialsze z nich poświęcono Królowej Niebios. Tak jest, bo też te świątynie były tronami, skąd królowała właściwa polskiego narodu Monarchini, a o ich sklepienia odbijały się uniesienia triumfu, jak również i jęki cierpienia - w dniach zwycięstw i chwały, czy też w chwilach pogromu i klęski. Były to warownie nie tylko wtedy, kiedy naród ukryty w ich świętych murach bronił się do upadłego - walczył za wiarę i wolność, ale "były też warowniami i wtedy, kiedy ten naród wyjść z nich musiał”, by walkę staczać na otwartym polu, a wtenczas samo już wspomnienie Cudownej Niepokalanej starczyło mężnemu narodowi - za mury, szańce i zbroje. Przy szczęku mieczów i szabel, przy huku armat, przy jęku mordowanych i konających – „były one także spokojnymi zaciszami”, skąd miłość dusz poświęconych rwała się do samego Boga, gdzie słabe niewiasty tyle zaczerpnęły hartu, mocy i siły, że przez pamięć na Matkę Niepokalaną, w chwili, gdy o pomoc Ojczyzna wołała - matki, żony, siostry - odrywały od swych serc tych, którzy miano najdroższych nosili, tych co idąc walczyć za wiarę i wolność - najświętszy swój obowiązek spełniali. Tak było dawniej - a dzisiaj - wśród tej ogólnej nędzy moralnej i materialnej tak licznie po całej polskiej ziemi, rozsiane cudowne obrazy i statuy Dziewicy Niepokalanej - nie pozwalają nam wątpić, że za Jej przyczyną dokona się wielki cud odrodzenia duchowego, że dopóki cześć Jej rozbrzmiewać będzie wśród narodu polskiego - Ona - Ta Najlepsza Matka - nasza Królowa - nie pozwoli mu zupełnie upaść i zginąć. Jedna z takich cudami słynących jest statua Matki Najśw. Niepokalanie Poczętej w kościółku Zgromadzenia SS. Służebniczek w Dębicy. Oto krótkie Jej dzieje : Kto był twórcą wspomnianej statuy nie wie-my - jest tylko ta pewność, że ś.p. Hrabstwo Raczyńscy, Fundatorowie ochronki w Dębicy - kupili ja w Tyrolu i ofiarowali Siostrom, z czego się niezmiernie ucieszyły. Ale radość i szczęście Sióstr potęgowało się, gdy prześliczna statua przestała już być dla nich tylko statuą, ale stała się Najlepszą Matką wczuwającą się w ich potrzeby i śpieszącą z pomocą. Liczne, bo obecnie 128 wotów zawieszonych wokoło niszy, w której statua stoi, świadczą o licznych łaskach i cudach, jakich ta Miłościwa Pani udziela mieszkankom klasztoru, jako też i innym osobom do Niej w potrzebach się uciekającym. Oprócz licznych łask uzyskanych za przyczyną naszej Matuchny Najświętszej następujące są nam znane: Jedna z naszych sióstr Władysława Matuga, obecnie przełożona Ochronki w Ropczycach, pragnąc wstąpić do klasztoru - cztery lata walczyła z trudnościami, które coraz więcej piętrzyły się na drodze dojścia do celu - jednak wspomniana Siostra - nie traciła nadziei, modliła się gorąco do naszej Matki Boskiej w Dębicy, która przecież ku wielkiej radości nie zawiodła położonej w Niej ufności - usunęła wszystkie przeszkody i w roku 1900 przyprowadziła do tego ukochanego domku, w którym Sama zamieszkać raczyła. W dwa lata później, w roku 1902 zachorowała, mając w najwyższym stopniu anemię. I znowu z całą ufnością zwróciła się do tej Najlepszej Matki o pomoc. Po odprawieniu nowenny do Jej Niepokalanego Serca - uczuła znaczne polepszenie i wkrótce zupełnie czuła się dobrze. Z wdzięczności za doznane łaski ofiarowała Matuchnie Najświętszej złote serce jako wotum. W tymże samym czasie t.j. w 1902 roku ojciec S. Benicji i Seweryny Mellerównych ofiarował naszej Matce Najświętszej wotum za wygrany proces przewlekający się przeszło rok. I obecna Przełożona Generalna Matka Dorota Biendara zeznaje, iż w początkach swego urzędowania doznawała wiele przykrości ze strony dwóch zakonnic. Sprawę poleciła Matce Boskiej, przyrzekając za otrzymaną łaskę sprawienie wotum. Jakoż sprawa przeszła na lepsze tory, ale Matka Generalna zwlekała ze sprawieniem wotum sądząc, że to dewoctwo. Dopiero we śnie widząc, że Matka Najświętsza wiele wotów odbierała, co Ją bardzo cieszyło, a Matka Najświętsza tak do Niej przemówiła: „dwa razy obiecywałaś, a nic mi dotąd nie dałaś”. I utwierdziło Ją w tem, że przyrzeczenie dane Matce Najświętszej trzeba wykonać. Pragnie też i drugą wielką łaskę wyjawić, jaką otrzymała za przyczyną Matki Najświętszej, a mianowicie: Realność należącą do klasztoru w Tarnowie chciano kupić pod budowę Sądu, ofiarując za nią 50.000 koron austriackich. Były Komisarz Biskupi, Przew. O. Mateusz Muchowicz widział w tej sprzedaży korzyść i pragnął tego, zaś Matka Generalna była temu przeciwna, a nawet stanowczo się opierała. Przymuszona podpisała deklarację, ale równocześnie poleciła siostrom modlić się, by ta sprawa wzięła inny obrót i do sprzedaży nie przyszło. Sąd w Tarnowie żądał, żeby coś z tej ceny spuścić. Na to Matka Generalna oświadczyła, że nie tylko nic nie spuści, ale nawet uzna to za opatrznościowe, gdy do sprzedaży nie przyjdzie. Ojciec Komisarz tym oświadczeniem początkowo się oburzył, później uczuł niepokój, zmienił swe zapatrywanie, ofertę wycofał i do sprzedaży nie przyszło. Trudno bowiem wyliczać tu wszystkie łaski, jakie nasza Najprzewielebniejsza Matka Generalna otrzymała od Najświętsze j Bogarodzicy - ale dość wspomnieć budowę kościoła i klasztoru, która dzięki Jej przemożnej opiece i pomocy tak szczęśliwie i nadspodziewanie wnet ukończyła. W związku z nadmienioną budową musimy wspomnieć i o tym, że gdy tylko rozpoczęła się praca około budowy tego już ukończonego gmachu - poleciła Matka Generalna, by codziennie odmawiano wspólnie trzy Zdrowaś Maryja – prosząc Matuchnę Najświętszą o opiekę i łaski potrzebne dla wszystkich robotników zajętych przy budowie, by się im nic złego nie stało - i rzeczywiście wszyscy zdrowo, w zgodzie i wesoło pracowali aż do ukończenia tejże. W roku 1908 - Siostra Salomea Tarczoniówna, obecnie przełożona w Kobierzynie cierpiała straszy ból w nogach, biodrach i krzyżach. Nogi robiły się coraz bardziej bezwładne, zdawało się jej, że zostanie ofiarą paraliżu kaleka na dalsze życie. Nie ufając lekarzowi ani lekarstwom udała się do kapliczki i tam w gorącej modlitwie błagała Matkę Najśw. o zdrowie lub o śmierć, jeżeli taka wola Boża, by nie być ciężarem dla Zgromadzenia. Po tej modlitwie wstała pocieszona na duchu i odtąd stan jej zdrowia z każdym dniem był coraz lepszy. Z serca przepełnionego gorącą wdzięcznością ofiarowała wotum w kształcie dwóch serduszek. Ta sama siostra dostała później wrzód na oku, oko, bolało strasznie, polecała się modłom Sióstr przed Matką Najśw. i wrzód pękł, nie wyrządzając najmniejszej szkody źrenicy. Siostra Eugenia Strużykiewiczówna, obecnie przełożona ochronki w Krakowie - ofiarowała w roku 1909 wotum za przywrócenie zdrowia i łaski duchowne. W roku 1913 brat Siostry Asystentki Ampelji Nowakówny, obecnie przełożonej na tzw. burmistrzówce w Tarnowie prowadził proces. Przeciwnik jego fałszywie przysiągł i był pewny wygranej. Poszkodowany zanosił gorące modły do Matki Najśw., która sprawiła, że przeciwnik uznał swój błąd i przeprosił go. Z wdzięczności za te łaskę ofiarował wotum dla. Matuchny w naszej kapliczce. W tym samym roku Siostra Bogumiła Jaglewska, obecnie przełożona ochronki w Jeziernej sprawiła wotum dla Matki Najśw. za pomyślne załatwienie spraw ochronki w Starym Sączu i za nabycie domu na własność, gdyż dotąd Siostry przebywały w wynajętych domach, z których od czasu do czasu musiały się przenosić. Za tę łaskę i wiele innych ta sama Siostra ofiarowała drugie wotum. W roku 1917 Siostra Alojza Bednarska uczuła straszny ból w lewej nodze w udzie. Zdawało się Jej, że ciało od kości odpada. Gdy wszelkie zabiegi domowe na nic się nie zdały, udała, się do lekarza do Bochni, który po zbadaniu orzekł, że to jest ischias i zapisał. stosowne lekarstwo, lecz nic nie pomogło. Strapiona, cierpiąc prawie dwa lata, udała się z ufnością do Najśw. Panienki rozpoczynając nowennę w tej intencji i polecając się modłom innych Sióstr. Po skończonej nowennie ból powoli ustępował, a w końcu zupełnie ustał. Przejęta głęboką wdzięcznością ku Matce Najśw. ofiarowała wotum. Józefa Wanatowiczowa siostra ś,p. naszej Siostry Maurycji Wnukówny była bardzo ciężko chora. Poleciwszy się naszej Matuchnie Najświętszej w Dębicy prosiła Ją o zdrowie. Nie nadarmo Niebios Królowa nosi ten tytuł „Uzdrowienie chorych ". Ona, Najlepsza Matka śpieszy z pomocą nawet tam, gdzie Ją nie proszą, a jakże miałaby nie pomóc tym, którzy całą ufność w Niej położyli. Darząc więc Niepokalaną wspomniana pani tak wielką upragnioną łaskę otrzymała, w zamian za to, ofiarowała śliczne wotum w postaci srebrnego serca. Po wojnie światowej, kiedy oko ludzkie z przykrością, patrzeć się musiało na ruiny i zgliszcze, jako ślady walk, nie ochroniono i Dębicy, większa część prawie została spalona, tylko nasz klasztor stał nietknięty - wprawdzie kule trafiały i w te święte mury, ale zamiast niszczyć je wracały jakby zawstydzone szukając sobie innych ofiar. Podobnie więc jak Częstochowska Pani, tak i nasza Dziewica Niepokalana otoczyła domek ten Swym płaszczem, strzegąc go od wszelkiego zła. Matka Generalna czując gorącą wdzięczność dla naszej Matuchny Najśw. za cudowne ocalenie klasztoru - ofiarowała Jej serce jako wotum. Siostra Onufra Jagłówna zachorowała w lutym 1926 roku na zapalenie stawów i żył w nogach. Lekarze orzekli, iż choroba ta długa i ciężka jest, więc biedna przejmowała się, że dłuższy czas musi pozostać w łóżku. W tym utrapieniu poleciła się modlitwom Matki Generalnej i Sióstr w nowicjacie, przyrzekając Matce Najśw., że gdy tylko odzyska zdrowie kupi Jej jako wotum dwie srebrne nóżki. Jakoż nie zawiodła się w ufności położonej w potędze Maryi, wkrótce przyszła do zdrowia, za co, wywiązując się z przyrzeczenia, najgorętsze dzięki składa Szafarce łask wszelkich. Anna, Mikoszówna po 2-letnim pobycie w klasztorze wystąpiła i poczyniła starania o posadę nauczycielską, obiecując Matce Najśw. wotum za wstawiennictwo. Gdy posadę uzyskała z wdzięczności ofiarowała łańcuszek i medalik. Pewna osoba z lwowskiej diecezji ofiarowała l wotum na podziękowanie Matce Najśw. za przywrócenie zdrowia. Jedna pani w przejeździe ofiarowała zegarek i pierścionek. Jakaś nieznana osoba złożyła na ołtarzu w dawnej kaplicy zegarek dla naszej Matki Najświętszej jako wotum za otrzymane łaski. Stanisława Gubernatówna w Dębicy odzyskawszy zdrowie i szczególną pomoc przy maturze ofiarowała z wielkiej wdzięczności Matce Najświętszej srebrne serce, jako wotum w roku 1933. Wielkiej łaski, a właściwie cudu doznała rodzina Cwaczków w Dębicy. Ojciec wspomnianej rodziny był w wielkim zmartwieniu, gdyż w okresie jego pracy w jednym z urzędów w Tarnowie okazały się jakieś braki pieniężne. I on właśnie padł ofiarą potwarzy. W tym wielkim zakłopotaniu i rozpaczy chciał popełnić samobójstwo - dziwna rzecz, że wystrzelona kula z browinga została w głowie, nie zabiła go. Żona jego bardzo pobożna kobieta modliła się gorąco do Matki Boskiej, prosząc Ją o zdrowie i łaski potrzebne dla swego męża. I rzeczywiście wnet ta najlepsza Matka wynagrodziła jej ufność i wiarę,, bo kula wprost cudownie sama z głowy jego wyszła, nie czyniąc mu najmniejszej szkody. Ze zdrowiem ciała została i dusza wzmocniona, bo same możemy zaświadczyć, że codziennie jest na Mszy św. i przyjmuje Komunię św.. Jakkolwiek wspomniana sprawa nie została jeszcze załatwiona, ale z wdzięczności za odzyskane zdrowie i za dobre postępy dzieci w szkole ofiarowali Matce Najświętszej pierścień ślubny i kolczyk, jako wotum. Jednak w ciągu dalszym nie przestają obydwoje wraz z dziećmi błagać Matkę Najświętszą, prosząc Ją, by sprawa ta tak bardzo przykra dla nich pomyślnie się zakończyła. Marja Chmalówna z okolic Tarnobrzega, uczęszczająca do seminarjum nauczycielskiego w Dębicy, ofiarowała Matce Najświętszej srebrny medalik, jako wotum za uzyskaną promocję do następnej klasy. Nic więc dziwnego, że wobec tylu dowodów miłości, które Niepokalana okazuje na tym miejscu, Siostry wszystkie tym więcej przywiązują się do Niej i nie ma ani jednej Siostry, któraby nie otrzymała jakiejś szczególnej łaski. To też, gdy tylko przyjeżdżają do tutejszego domu swe pierwsze kroki kierują do stóp Niepokalanej, pierwsze słowa swoje ku Niej zwracają, czy to w podziękowaniu za łaski odebrane, czy z prośbą o nowe. A Matka Najświętsza czule spogląda na Swoje służebniczki, z miłością i troskliwością nie pani, ale Najlepszej Matki. Jej lekki ledwie dostrzegalny, boski uśmiech ma cudowną moc dźwigania dusz, pozostających w ciężkim smutku, tak, że od Niej odchodzi się z nowymi siłami do walki z trudnościami tego życia. Za wszystko więc, co Niepokalana uczyniła, czyni i uczyni dla nas i wszystkich, do Niej w potrzebach się uciekających, składamy Jej korne dzięki. Jej cześć i chwała po wszystkie wieki, a przez Nią i Sercu Jezusowemu”[2] Pragnę jeszcze dodać, że aktualnie w Księdze votów z kościoła klasztornego[3], złożonej w Archiwum Głównym Służebniczek Dębickich, znajduje się 383 zapisy o otrzymanych łaskach i ofiarowanych votach. Ostatni zapis jest z marca 1970 r.
s. M. Mieczysława Pyśkiewicz
[1] Archiwum Główne Służebniczek Dębickich (dalej: AGSD), I-B-b-3/4, List M. Joeli Piłat. [2] AGSD,I-B-b-3/4. [3] AGSD,I-B-b-3/8.
|

Główną stronę internetową Zgromadzenia